Ogłoszenie



Po wielu pertraktacjach z własnym sumieniem – powracam. Jeszcze bardziej zdeterminowana, by przywrócić do życia nie tylko wszystkich Śmierciojadów, ale, o zgrozo!, nadać im imiona, dorzucić niezależne osobowości i zdrową dawkę logicznego myślenia.

Nie wszyscy Ślizgoni to gumochłony intelektualne, tak jak nie wszyscy Gryfoni są do bólu czarno-biali.

Dobrze wiecie, czego się po mnie spodziewać i dobrze wiecie, że nigdy nie znikam na długo ;) Marzenia o własnych projektach zniknęły tak szybko, jak tylko Snape znów zastukał do moich drzwi i zarządził uzupełnienie kolejnego rozdziału swojej burzliwej historii. Pełna uwielbienia oczywiście się zgodziłam, ale nie byłabym Ślizgonką, gdybym nie dorzuciła też czegoś od siebie. Przygotujcie się na akcję, nowe postaci, krytyczne zmiany w historii, aurorskie pościgi, pojedynki, mroczne czasy, deptanie kanonu i całkowicie zbijające z tropu zwroty akcji.

Przesadzam?

Po tym jak wrzuciłam Severusa w otchłań czasoprzestrzeni śmiem twierdzić, że chyba nic bardziej kosmicznego nie wymyślę.

Przynajmniej na razie.

xoxo
Oleńska

niedziela, 26 lipca 2015

Prolog

Prolog
Diabeł u progu

21 października 1981

Dziurawy Kocioł był tej nocy wyjątkowo pusty. Tylko dwa stoliki zajęte, nie wspominając o tym, że Mundungus Fletcher wciąż pił na kredyt i Tom nie miał pojęcia czemu jeszcze nie wyegzekwował od niego rozliczenia długu. Prawdopodobnie dlatego, że miał słabość do tego zwariowanego pijusa. Zawsze wyskakiwał z czymś nowym, a Merlin jeden wiedział, że w czasach takich jak te wszyscy potrzebowali jakiegoś powodu, byle jakiego, żeby się pośmiać. Choćby i czasem wymuszenie.
Tom przeliczał sykle na ladzie i co jakiś czas przecierał zmęczone oczy. Nie spał od tygodni, utarg od kilku lat był coraz gorszy. Wojna wykańczała nie tylko aurorów i mugoli. Gospodarka się sypała, wszyscy emigrowali, on sam coraz częściej rozważał zamknięcie pubu, ale zawsze wtedy, jak gdyby na zawołanie, zdarzali się klienci tacy jak ci tam w kącie: grupka wyraźnie zżytych ze sobą ludzi, którzy starali się robić dobrą minę do złej gry i przypominali całymi sobą, że na wojnie świat się nie kończy i czasem można sobie zrobić od niej… przerwę. Drugi stolik wzbudzał w nim lekki niepokój, choć nie na tyle duży, by podejrzewać konszachty śmierciożercze. Wiadomym faktem jest, że niecne wiedźmy chodzą w czerni i podróżują trójkami, rozmowa przyciszonym głosem jest również nieodzowna. Trzy panie, gdyż co do tych kobiet nie istniał ani cień wątpliwości, że trzeba je odpowiednio tytułować nawet w myślach, co jakiś czas zerkały w stronę grupki czterech mężczyzn i szeptały między sobą, ale jako że Tom za bardzo nie mógł i czuł, że nie powinien ich podsłuchiwać, postanowił przyjrzeć się bliżej tym czterem. Przynajmniej ich twarze nie były zasłonięte i zdawali się być w mniej konspiracyjnych nastrojach. 
Rozczochrany mężczyzna w okularach co jakiś czas stawiał kremowe rozkojarzonemu kumplowi o zmęczonym spojrzeniu i twarzy pokrytej bliznami. Siedzący obok przystojniak co chwila wznosił toasty i szturchał pulchnego blondyna o rozbieganych oczkach, który przebierał nerwowo nogami pod stołem.
– Łapa, nie rozpychaj się! – Ten zmęczony burczał w blat stołu, na którym prawie się pokładał, podczas gdy okularnik rozkładał na stole coraz to nowe zdjęcia.
– Pokazywałem wam już jak Harry bawi się nową dziecięcą miotełką?
– Tylko jakieś piętnaście razy przez ostatnie pół godziny…
– Syri, nie bądź cynikiem. Mówię wam, że dzieciak będzie graczem z prawdziwego zdarzenia!
– Ścigającym?
– Może. Nie wiem. Jak trochę podrośnie poćwiczymy ze zniczem, to mu się na pewno spodoba.
– Lily też się to na pewno spodoba. – Syri uśmiechnął się ironicznie, za co zarobił kuksańca od tego z bliznami i w wyświechtanych ubraniach.
Barman Tom uśmiechnął się pod nosem, domyśliwszy, że dyskusja musi się toczyć na temat potomstwa, a ten rozczochrany jest wyraźnie dumnym rodzicem. Sprzątnął dzisiejszy utarg do kasetki i zamknął ją na kłódkę, uznając, że następna kolejka dla tej czwórki będzie na koszt firmy. Ponure czasy nastały i kto wie, czy rano nie zostanie z Anglii kupka gruzów. Równie dobrze można wspierać bliźniego. Choćby piwem.
– Kiepska noc, Remusie? – Blondyn patrzył na zmęczonego przyjaciela z wyraźnym zatroskaniem, a ten tylko westchnął i bardzo wiarygodnie udał uśmiech. 
– Raczej kiepski tydzień…
– Możesz odespać u nas, stąd masz niezły kawał do domu.
– Naprawdę nie trzeba.
– Trzeba. Dobrze wiesz, że zawsze jesteś mile widziany. – Dumny ojciec zebrał zdjęcia ze stołu i schował do kieszeni brązowego prochowca.
Remus był zbyt zmęczony, by protestować i dalej udawać, że nie docenia gościnności kolegi, a tymczasem ten w skórzanej kurtce, którego nazywali Łapą, machnął ręką na barmana.
– Stary, jeszcze po jednym tutaj! Ja stawiam.
– Syri, daj spokój, ja zapłacę. – Ten w okularach już wyciągał portfel, ale Tom machnął ręką i pokręcił głową.
– To i tak ostatnia kolejka, panowie. Zaraz zamykam.
– Jesteś pewien? – Remus szperał nerwowo po kieszeniach, podczas gdy pulchny blondyn w ogóle nie kwapił się do płacenia rachunku, pozwalając sobie stawiać.
– Daj spokój. Równie dobrze jutro może nas tu nie być! Dlatego uważam, że trzeba się bawić, przynajmniej póki jesteśmy cali i mamy czym wywijać.
– Łapa!
– No co? Jestem szczery! Przydałaby nam się mała imprezka. Co powiecie na Halloween? To już niedługo. Jakieś plany?
– Pewnie będziemy wycinać dynie. Wojna czy nie, Lily nie podaruje wycinania lampionów.
– Nie wiem czy to najlepszy pomysł… – Blondyn wyglądał na zmieszanego, ale Łapa nie dawał za wygraną.
– Jak to „nie najlepszy“? Jaki może być lepszy powód do balangi, niż Halloween?
– Dla ciebie każdy powód jest dobry.
– Oj, Remmy. Czasem straszny z ciebie… Ponurak – wyszczerzył zęby. – Mówię poważnie, panowie! Jakie mamy plany na Noc Duchów?



2 komentarze:

  1. Aww, szczenięce lata najlepszych przyjaciół Smarkerusa. Mam nadzieję, że jeśli zostaniesz w tych czasach, to przynajmniej uświadczę małego Dracona zabawiającego się miotełką (jakkolwiek by to nie zabrzmiało). W końcu wujaszek Severus powinien się nim od czasu do czasu opiekować. No i Severus bardzo dobrze wpisałby się w halloweenowe klimaty, nawet nie musi się przebierać (zakładam, że ta istota kryjąca się pod króliczą maską to pani, a nie Voldemort rozpaczliwie poszukujący zamiennika dla nosa). Ta-ta!

    wee

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsza wojna, pierwsza wojna! Och, tak :) Siedzę, czekam i śledzę, co wymyślisz. A potem razem podbijemy świat!
    [poranna głupawka]

    Ukłony,
    Meadager Szalona

    OdpowiedzUsuń